Wymyśl coś dobrego np. Speaking Exchange

Jestem specjalistką PR. My, PR-owcy każdego dnia wymyślamy kreatywne sposoby na to, aby przekazać światu czym jest marka, dla której pracujemy: jakie wartości reprezentuje, w czym jest fajniejsza od konkurencji i co sprawia, że wszyscy będą o niej pamiętać i jej ufać. Dwoimy się i troimy. Pracujemy słowem, obrazem, głosem – wszystkiemu towarzyszy dreszczyk emocji, czy pomysł, który narodził się w naszej głowie będzie tak samo ciekawy i dobrze odebrany jak sobie wyobrażamy?

Wymyśl coś dobrego

Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej wychodzą te pomysły, które podyktowane są nieodpartą potrzebą ich zrealizowania. Te, które powstają, bo trzeba coś wymyślić są dobre, ale po kilku miesiącach nikt o nich nie pamięta. Weźmy przykłady z mojego podwórka – kanały telewizyjne dla dzieci – Magnus Scheving stworzył niesamowitą serię TV zachęcającą do zdrowego trybu życia bez nudzenia o zdrowiu („Leniuchowo”), ponieważ zauważył, że dzieci coraz mniej się ruszają, grają w gry i oglądają TV, więc właśnie z odbiornika telewizyjnego zaczął do nich mówić i dzięki jego wierze w LazyTown dziś wymachuje HulaHop z żoną prezydenta Obamy. Jakiś czas temu podczas podróży z dzieckiem managerka z PKP Intercity wymyśliła, że w jednym z przedziałów powinien być plac zabaw, żeby w dzieciach nie kumulowała się energia, ale żeby w bezpieczny sposób mogły ją spożytkować. Po kilku miesiącach wytężonej pracy w dwóch pociągach Intercity powstała Strefa Małego Podróżnika Boomeranga i nawet podróż nad morze czy w góry przestała być przerażająca.

Na AdFreaku przeczytałam o projekcie Speaking Exchange z Brazylii, który jest genialny w swojej prostocie właśnie dlatego, że autorzy wyszli od potrzeb odbiorców – młodzi Brazylijczycy chcą mówić płynnie po angielsku, a Amerykanie w domach spokojnej starości potrzebują towarzystwa i rozmowy. Tak powstała platforma jednej ze szkół językowych, na której emeryci-native speakerzy rozmawiają z młodzieżą z Sao Paolo – simple as that! Projekt stworzony przez agencję nie tylko promuje szkołę językową, ale także pomaga nie będąc kampanią społeczną, nie sprawiając, że osoby biorące w nim udział czują, że ktoś się nad nimi lituje – czują się potrzebne i na miejscu. Starsi ludzie, którzy udzielają lekcji stroją się, przygotowują i cieszą na myśl o kolejnym wirtualnym spotkaniu, uczniowie natomiast zyskują dużo więcej uwagi, niż od zwykłego nauczyciela, który zresztą później analizuje ich wypowiedzi pod kątem gramatycznym, tak, aby te sesje z nativem były wykorzystane do maksimum

Sytuacja win-win. Tego nam wszystkim życzę w codziennej pracy – róbmy coś dobrego.

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>