Epopeja magisterska

LuizaJurgiel

Wiecie jak to jest: życie płynie sobie normalnym rytmem. Obowiązki nie są uciążliwe, bo nie ma alternatywy, dzięki której mogłyby się wydać szarobure.

Nagle pojawia się Szansa. Akcja toczy się coraz szybciej, sukces za sukcesem dodaje skrzydeł i dotychczasowe obowiązki redukowane są do niezbędnego minimum. Można zatracić się w tym, co sprawia, że budzimy się przed budzikiem.

Tak było u mnie ze studiami. Kiedy były tylko one: wymarzone i wywalczone na maturze, to notatki pełne były piktogramów, obecność na wykładach 100%. Kiedy zaczęłam sprawdzać wiedzę w praktyce, uczyć młodszych studentów poprzez działanie i odnosić pierwsze sukcesy zawodowe, to notatki coraz częściej sprowadzały się do kserówek. Mimo, że średnia na studiach była coraz lepsza (pewnie za sprawą lepszej organizacji czasu), to wiem, że mogłam dać z siebie więcej. Ale nie dawało mi to takiej satysfakcji jak praca.

W ten sposób pisanie pracy magisterskiej zajęło mi bez mała 4 lata.

W tym czasie stałam się mistrzynią w wyszukiwaniu wymówek dla siebie, usprawiedliwiania siebie przed sobą. W liceum liczyłam, że moja praca naukowa przyczyni się do rozwoju Nauki. Kiedy „magisterka” okazała się nauką wstawiania przypisów, tworzenia bibliografii i podpisywania wykresów straciłam ochotę, nie widziałam sensu.

Dopiero w 2012 roku zrozumiałam czego miałam się nauczyć: kończenia tego, do czego się zobowiązałam i poniesienia konsekwencji prokrastynacji na dłuższą metę. 20 marca 2013 roku moja epopeja magisterska się skończy. Trzymajcie kciuki.

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>