Dumanie

Zdjęcie dzięki uprzejmości SJ photography (Flickr)

Ten tydzień obfituje w wiele dobrych wiadomości. Dlaczego „Dumanie”? Jak inaczej nazwać stan utrzymujący się przez dłuższy czas, proces dokonujący się gdzieś w sercu, który przyjmuje różne fazy i w końcu eskaluje jak fajerwerki – bycie dumnym? Nie przez chwilę. Mam ochotę w ostatnich dniach chodzić dumna jak paw i wszystkim się chwalić jak wspaniali ludzie mnie otaczają.

Do rzeczy! Co takiego się wydarzyło? Moja mama przyjęła ostatnią dawkę herceptyny! Była niezwykle dzielna. Owszem „hercia” nie jest tak inwazyjna jak chemioterapia, ale przez rok, co trzy tygodnie mama musiała przyjąć herceptynę, aby mieć pewność, że uda się zmiażdżyć to paskudztwo w jej organizmie. My wyliczyliśmy, że ostatnia będzie 4 grudnia, a tu ciach – nagle okazało się, że koniec terapii.

Od rodziców uczymy się wielu rzeczy: jak kochać, prowadzić dom, opiekować się innymi, odnaleźć się w społeczeństwie. Od kwietnia 2011 do listopada 2012 ja nauczyłam się od mojej mamy jak radzić sobie kiedy świat się wali, jak znaleźć złoty środek i dać sobie pomóc bez nadużywania tej pomocy, jak zarażać optymizmem i działać tak, aby świat kręcił się dalej. Starałam się być z mamą w każdej chwili, przynajmniej telefonicznie. Widziałam jak jeden po drugim łamie stereotypy, uciera nosa komórkom rakowym i uśmiecha się szczerze. Jestem dumna z mojej mamy. Być może zbyt rzadko o tym rozmawiamy, nigdy wbrew pozorom nie byłam dobra w wyrażaniu uczuć face to face. Jak mnie coś bardzo mocno wzrusza wolę pisać list, lub choćby taką notkę na blogu. Mam nadzieję, że mama czuła moje wsparcie, miłość i to jak się o nią martwię przy każdym powitaniu i pożegnaniu podczas naszym wizyt w lesie.

To nie koniec „dumania”. Moim kolejnym źródłem dumy jest mój Przemek. Wciąż się rozwija we wszystkich możliwych kierunkach, jest dla mnie inspiracją, choć ja chyba nie potrafię utrzymywać tak długiej listy ToDo. Przemek potrafi tak zaangażować się w temat, aby w ciągu kilku miesięcy być ekspertem danej dziedziny. Jest niesamowity.

Trzy lata temu został wybrany na przewodniczącego Komisji Rewizyjnej dużej izby przemysłowej. Był wtedy zupełnym świeżakiem i zdecydowanie zaniżał średnią wieku w izbie (średnia wynosi ok. 55 lat, Przem ma 30). W tym tygodniu były wybory. PRzemek nie jest już pracownikiem firmy dzięki, której znalazł się w izbie, ale przez trzy lata rzetelnej pracy zapadł w pamięć członkom i ponownie wybrali go do władz, a co ważniejsze – znów jest przewodniczącym. To najlepszy dowód na to, że warto się starać, nie zważać na politykę i robić swoje w nadziei, że ludzie potrafią to zauważyć.

A proces dumania został wzmocniony dodatkowo przez to, że Przemek wymyślił jak naprawić mojego smartfona. Zamówił jedną część, pomieszał coś śrubokrętem i tadaam! mam nową komórkę o niebo lepiej działającą niż poprzednia!! – tak ten powód do dumy jest najbardziej interesowny.

Na koniec nieskromnie dodam, że i z siebie jestem w tym tygodniu zadowolona. Przyłożyłam się do pewnej prezentacji i mam nadzieję niedługo zebrać plony ciężkiej pracy.

Tak, to był dobry tydzień – kolejny przed nami? Co przyniesie? nie mam pojęcia. Na pewno będzie intensywnie, bo jadę do Wro zobaczyć się z moją promotorką…

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>